Myśli i słowa…

irish-susie.blog.pl

Wpisy z okresu: 9.2004

Tak bardzo nie wiem
co mi właściwie jest
same me myśli
marudzą

nie mogę już tego słuchać
mam ochotę od nich uciec
lecz czasem nie daję rady
i męczą mnie całymi dniami

mam nadzieję
że kiedyś znikną…

***

Brak komentarzy

W kratkę żyję
i nie żyję
zależy od humoru?
nastroju?

Bywam szczęśliwa
z rzeczy małych
i smutna
z głupich spraw

Jak tu żyć
tak w kratkę można
kiedy trzeba
stać na linii prostej…

***

3 komentarzy

Po co komu ja
ładna
niebrzydka
ciekawej urody
która nie urzeka

po co komu ja
moje uczucia
dobroć
taka bezinteresowna czasami

po co komu ja
siebie nie dostrzegająca
warta wielu kwiatów
których nie dostaje

po co…

zielono-szare oczy mam
i jeszcze nie urzekły
nikogo
(kogo chciałyby mieć)

poczekają jeszcze
na szczęście
na ciepło z drugiej pary oczu
poczekają
na dobroć
i szacunek
poczekają aż dane im będzie
zaufanie kogoś

poczekają
choćby do końca życia
śmierć je pokocha
jeśli nikt inny
nie będzie w stanie.

***

Brak komentarzy

Księżyc
daje mi swoją poświatę
wplata we włosy
srebrne nici nocą
to jedyne
(oprócz swego piękna)
co może mi z czasem dać

znika tylko dniami
i raz w miesiącu też nocą

po ciemku
w blasku gwiazd
jest prawie codziennie
dla mnie
Mój ukochany…

Czy ktoś…

nieważne co
akurat Ty
nie musisz tego wiedzieć
skoro nie umiesz
nie umiesz…

Ty nie umiesz być
takim jakim jesteś
człowiekiem
naprawdę
wolisz udawać
bo niektórzy nie lubią
prawdziwego Ciebie
nie umieją zaakceptować

a czemu sam siebie
też nie umiesz?

***

1 komentarz

Towarzysze podróży
Ci sami
patrzą z nieba
blaskiem swym
mrugają jasnymi oczami

ich widok jest drogi
szczególnie w mieście
gdzie rzadko je można
w pięknocie swej zobaczyć

***

Brak komentarzy

Podróżują ze mną
spoglądają na mnie
z góry

droższe mi
niż diamenty
na czyjejś szyi

zawsze obecne
na niebie
i w myślach

czasem spadają
spełniając czyjeś marzenia

bezcennie
patrzą też na Ciebie

Prosto przed siebie
w deszcz
mgłę
w blasku słonecznych
promieni
i w srebrzystej
poświacie księżyca
pod tęczą kolorami
się mieniącą
w śniegu
skrzącym na mrozie

iść…
byle dalej stąd
i wrócić spowrotem
okrężną drogą
w to samo miejsce
gdzie mój rośnie dom.

Tak być…

1 komentarz

tak bardzo chciałabym
być radosną istotą
bez smutku w oczach
bez cierpienia w duszy

gdy inni cierpią
martwię się o nich
i sama smutna też się robię

i nie myślę tyle o sobie
co o innych…

Sen

2 komentarzy

Zapadał zmierzch. Sen przyszedł nieoczekiwanie.

Na bagna zstąpił mrok. Jej oczy zasnuła bagienna mgła. Przyszła tu, bo tak jej nakazał umysł, gdy nie wiedziała co myśleć. Patrzyła w mrok. Jej wzrok próbował przebić mleczny welon mgły. I wtedy ujrzała coś, co wyprowadziło ją z równowagi.
Zobaczyła nikłą poświatę, pędzącą w jej stronę. Objął ją przeraźliwy chłód. Zajrzała w puste ślepia ducha. Wciągał ją coraz głębiej w bagna. Jej nogi zatapiały się coraz głębiej w grzązkiej ziemi. Zaczęła się wyrywać. Wierzgała nogami i rżała ile sił miała w płucach. Chciała się wydostać.
I wtedy nastała cisza. Od strony pobliskiego lasu nadbiegł skrzydlaty koń. Przegonił szarego ducha znad bagien i pomógł wydostać się klaczy. A sam odleciał w nieznaną czerń nocy, pozostawiając ją samą nieopodal kryjówki zjawy.
Nie bała się. Jej skrzydlaty patron natchnął ją spokojem.

Obudziła się o świcie.

Kamienne schody prowadziły w dół. Dziewczyna szła nimi. Nie wiedziała co ją czeka. Zawsze myślała, że będzie damą na jakimś dworze, ale jej życie legło w gruzach.
W ręce trzymała zapaloną świecę. Szła powoli, bo pomimo płomienia było ciemno. Na schodach zobaczyła mokre ślady. Były świeże. Dotknęła palcem tej wilgoci i z przerażeniem uświadomiła sobie, że to coś lepkiego, jak krew. Zaczęła iść dalej. Na ile mogła na tyle przyspieszyła kroku, gdyż była ciekawa co zastanie na dole.
Doszła do lekko przymkniętych drzwi. Otworzyły się z przeszywającym słuch skrzypieniem.
Za nimi znajdował się ciemny, aczkolwiek przestronny pokój. Na ścianach wisiały głowy martwych zwierząt. Ich szklane oczy spoglądały wrogo na idącą dalej dziewczynę.
Podążała dalej, starając się nie zwracać uwagi na nieżywe pyski wyzierające ze ścian. W drugiej części pokoju były monstrualnej wielkości drzwi. Pięknie rzeźbione w ciemnym drewnie. Były już otwarte. Prowadziły do następnych schodów. Dziewczyna znów schodziła w dół, gdy nagle zimny podmuch powietrza zgasił wątły płomień świecy. Stanęła. Nie miała żadnych zapałek. Dotknęła ręką ściany i zgubiła świecę, która poleciała z hukiem w dół. Dziewczyna szła wzdłuż chłodnej ściany, dopkóki ta się nie skończyła, wtedy uklękła i próbowała iść dalej, za śladami krwi.
Kiedy wyczuła pod palcami coś miękkiego, przetraszyła się i cofnęła rękę. Gdy nic nie usłyszała zebrała w sobie dość odwagi by drugi raz tego dotknąć. Było miękkie i delikatne. To coś oddychało. Gdy podeszła jeszcze bliżej, zwierzę spojrzało na nią z bólem. Oczy miało duże i czarne. Bestia pokazała kły i zawyła, ale nie zrobiła dziewczynie krzywdy. Oczekiwała pomocy. Pod żebrami miała głęboką ranę, z której sączyła się krew. Dziewczyna próbowała pomóc, lecz jedyne co mogła zrobić to być przy tym dziwnym stworzeniu.
Zwierzę zamknęło oczy i zasnęło. Więcej się już nie obudziło. Dziewczynę zaś pogrążył sen, pełen fantazji. Gdy po kilku godzinach się obudziła, przez okno wpadały ciepłe promienie słońca.
Po krwi i bestii nie było ani śladu, a świeca leżała dalej pod schodami.

Czasem
ja i moje oczy
tracimy blask…
One patrzą pustym wzrokiem
a ja zamykam się w sobie.
I śmiech nie dźwięczy
dzwoneczkami
w uszach mych
gdy przychodzą
te dziwne dni.

Czasem
ja i moje oczy
śmiejemy się…
One błyszczą iskierkami
a ja śmieję się do łez.
I śmiech ogłusza
moje uszy
silnym dźwiękiem.


  • RSS