Myśli i słowa…

irish-susie.blog.pl

Wpisy z okresu: 3.2006

***

Brak komentarzy

wściekłość i niemoc
wyłażą ze mnie
skierowane do mnie

pretensje
do siebie
chore

że to moja wina

czasem się nienawidzę
bo psuję to na czym mi zależy
bo psuję przyjaźń która mogła powstać
bo psuję… wszystko… nawet swe marzenia…

beznadzieja

dziesięć lat
miał może
towarzysz starszej kobiety

siedziała na ławce
czekając na autobus
pogryzała boczek
ze smakiem

jej towarzysz
chłopak dziwny
oczami strzelał tu i tam
wściekał się na nią

patrzył w jej spokojne oczy
ze złością
która rozlewała się po całej stacji

pięć centymetrów
dzieliło ich twarze
a on krzyczał
nie potrafiąc powiedzieć normalnie

jej spokojny wzrok
patrzył w jego rozedrgane ślepia
nie miała obrony
nie stosowała ataku

spokój
ignorancja
i wściekłość
przeciwstawione sobie

jej zmarszczki na twarzy
układały się w ból
i poniżenie

on tego nie widział
mały
może dziesięcioletni
potwór…

otwórz swe wnętrze czyste
i przyjmij w twe zawiasy
serce krwawe

uśmierz
ranę mu zadaną
przeze mnie
samą

ranię je…
brzytwą ostrą jak światło słoneczne
na śniegu…

ranię je…
bo tak łatwiej przez życie iść
bez uczuć…

zamknij je w sobie
zamknij na kłódkę
niech nie boli już…

niech zamknie swe
ludzkie odruchy

niech przestanie bić
i poznam
jak dobrze być wampirem…

w nieżyciu się pochłonąć
i wieczności zaznać
by nie czuć nic
już nigdy…

schowaj się
do walizki
do kufra jakiegoś

oby głębokiego

schowaj się
i nie pokazuj
mi na oczy już
więcej…

nie mam siły
wciąż z tobą
się użerać

nie mam siły
odplamiać wciąż
z tych samych barw
swej duszy…

stawiasz mnie ciągle
w głupich sytuacjach
nie chcę cię…

przestań bić

schowaj się
byle dalej
ode mnie…

tonę, tonę…
we łzach przejrzystych
z oczu spłakanych
uczuciem czystym

tonę
i brzytwy chwytam

przetnie mi ona
serce to głupie
co się we krwi
splamiło uczuciem

człowieku
bez duszy
co nie masz uczuć

dziwisz się jak cię nazywam?
jeszcze się dziwisz?

ty co nie widzisz cierpienia
bólu… co sam go zadajesz
nie cierpisz innych
nie widzisz jak niszczysz

jak tornado rozwichrzone
gnieciesz
powietrze zabierasz
jak powódź co przedziera miasta
jedną rzeką…
co zatapia
nie daje żyć bez tlenu
jak ogień co trawi
umęczone dusze
co spala na popiół niepokorne ciała
jak ziemia trzęsąca się w oparach
tworząca dziury w duszy
wtapiająca w siebie ludzkie tchnienia

och człowieku
tak to twoja sprawka
i nie widzisz
nie widzisz że to ty!

nienawidzisz…

drżące ciało twoje
sponiewierane wiatrem
w zmarszczkach twych ostałym
piaskiem…

twa żwawa ręka
dotyka włosów jego
w ruchu swym tak żywych
jako nie twa zaschła dłoń

ty płaczesz

szkarłatne krople
znaczą drogę
koścmi policzkowymi
aż po duszy kres…

z oczodołów jasnych
w świetle słońca
skapują na suchy grunt
by ziemi dać wytchnienie
od twych suchych stóp

i nie wiesz

już nic nie wiesz
czaszka pusta pozostała
wśród spiaszczonych włosów
położyła się we śnie

zasnęła snem uroczym
o wielkości życia
obok sępa wydzierającego
ostatnie kęsy padliny


  • RSS