Mały chłopiec siedział na wygodnym fotelu. Wdychał aromatyczny zapach dochodzący z kuchni. Przysiadła się do Niego jakaś dziewczyna. Kasztanowy zapach jej włosów oplótł jego zmysły. Ona popatrzyła na Niego zielonkawymi oczyma. Poczuł jej wzrok na swojej twarzy… Te cudne iskierki, które zabłysły w jej oczach.
Delikatnym, uroczym głosem, który w jego sercu stworzył ciepło jakiego wcześniej nie był w stanie poczuć… poczęła opowiadać.

- Widzisz przed sobą płachtę materiału… próbujesz jej dotknąć. Materiał jest bardzo delikatny… Próbujesz wyobrazić sobie jego kolor; im dłużej dotykasz tkaniny, tym więcej barw jawi się przed Twymi oczyma…błękity jasne niczym niebo, przewlekane złocistą nitką gorąca, jakie daje słońce w upalny dzień; nieco szarości lejącej się z cienia chmur lekkim powiewem chłodu…na zielonym wzgórzu przeplatanym ciepłem i chłodem; w zieleni schowane…tchnące kolorowym zapachem… kwiaty z pełnymi nektaru kielichami…słodki, złocisty zapach unosi się z różnokolorowych, delikatnych płatków…

Oparł lekko policzek na jej ramieniu, słuchając i wyobrażając sobie wszystko co mu opisywała, mimo że nigdy tego nie widział. Otuliła jego głowę swoimi kasztanowymi lokami i opowiadała dalej, trzymając jego rękę w swojej.

- …nad nimi posłyszeć można drażniące ucho bzyczenie czarno-żółtych owadów, które swymi delikatnymi skrzydły biją rozedrgane kolorami powietrze…za bzyczącymi owadami, dostrzegasz coś ciemnego… z daleka zapachniało sosnową zielenią igieł…słyszysz delikatny szum… to wielkie strzeliste drzewa… z ciemnozielonymi koronami, utkanymi z igieł… czujesz ich nęcący słodkawo-kwaśnawy zapach…fioletowawa smuga wrzosów prowadzi Cię ze wzgórza ku pachnącemu dziewiczo lasowi…czujesz delikatny fioletowawo-różowy, słodkawy zapach, unoszący się ku tobie od lawendowych kwiatów… i nagle… doszłeś do lasu……wtargnąłeś w jego świeży zapach chrzęstem gałęzi łamiących się pod nogami… brązowawa kora, wgniotła się w ciemny zapach ziemi pod twym ciężarem… jakaś spłoszona wrona zakrakała mrocznym głosem wołając o spokój…wszedłeś wgłąb, ciemnej zieleni… jakieś jasne i ostre kolce otarły się o twoje nogi… schyliłeś się i poczułeś przyjemny zapach owoców… zerwałeś kilka… jednym poplamiłeś sobie rękę. Zostawił na skórze ciemnofioletowy ślad…włożyłeś jeżynę do swych ust i posmakowałeś jej dziwnego, wybuchajacego barwami smaku… a obok rósł krzak maliny… spróbowałeś i tego lekko różowego zapachu… który rozpłynął się słodyczą po Twym podniebieniu…zrywając kolejne jagody niechcący zraniłeś się w rękę zielonkawym kolcem… czerwień bólu wybuchła w tym miejscu nagle… poczułeś ciepłą jeszcze kroplę krwi na ręce… zapachniała soczystą czerwienią…wstałeś i wróciłeś za głosem rozbzyczanych owadów na wrzosowisko…poczułeś zimne, szaroniebieskie krople na głowie… mokre ale przyjemne w tym gorącym słońcu…i zobaczyłeś… nad wzgórzem wyrosła kolorami tęcza… pastelowymi barwami porwała deszcz i słońce w objęcia, swym pięknem… pobiegłeś ujrzeć ją z bliska… poczułeś fiolety, niebieskość, zielenie… wszystkie barwy jakie sobie tylko mogłeś wyobrazić…dotknąłeś i poczułeś lekki powiew rozedrganego pomarańczowo-żółto-czerwonego ciepła…delikatne dźwięki i kolory zacząłeś czuć palcami… piękna tkanina znów oplatała twoje dłonie… ukazując piękno przyrody…dotykałeś jej zachłannie wszystkimi zmysłami… pragnąc poczuć jeszcze trochę nut i barw… lecz pozostała tylko delikatną tkaniną w twoich rękach…

Skończyła cicho opowiadanie. Gładką dłonią zamknęła Jego nieruchome już oczy, wzięła go na ręce i zaniosła do Krainy Wiecznego Snu…